Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SESJE ZDJĘCIOWE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SESJE ZDJĘCIOWE. Pokaż wszystkie posty
O Budowaniu Relacji Ze Sobą. VIDEO

O Budowaniu Relacji Ze Sobą. VIDEO


Jeszcze kilka lat temu gdyby ktoś mi powiedział o budowaniu relacji ze sobą i miłości własnej raczej bym popatrzyła ze zdziwieniem i poszła ze swoim  ograniczonym myśleniem dalej. Jednak kiedy życie przyjmuje odmienny kierunek niż się spodziewany i lądujemy, a raczej pikujemy na swoje własne dno to myśłenie zaczyna się zmieniać. Oczywiście najpierw jesteśmy dla siebie wrogiem numer jeden. Obwiniamy się o wszystko i jesteśmy w swoich osądach bezlitośni. Nikt obcy nie potrafi nas tak złajać jak my sami. Wiem co mówię, sama tego doświadczyłam. Jednak ten błędny schemat myślenia ulega pewnej przemianie. Dzieje się to wtedy. kiedy nie składamy broni. Kiedy mimo wszystko chcemy tak bardzo się podnieść....

Pamiętam jak czytałam te wszystkie mądre książki w których były te wszystkie znamienite ćwiczenia...."Powiedz sobie kocham Cię" "Popatrz w lustro, kogo widzisz..." I tak dalej.... No jedyne co chciałam sobie powiedzieć to "Spieprzyłaś sprawę" Powsztrzymam się od innych bardziej dosadnych określeń i epitetów pod swoim adresem.... Do słowa "Kocham Cię" było mi tak daleko jak stąd na księżyc. Nie rozumiałam wtedy  nic a nic a przede wszystkim nie poczułam tego czytając te książki. A to jest najważniejsze. Poczuć to a nie pojść do lustra i palnąć te frazesy. 

Kiedy mimo wszystko zaczęłam sprzątać te zgliszcza zwane "Moje Życie" coś się zaczęło zmieniać. Drobne kroki i próba walki zaczęły transformować powoli moje myślenie. Zamiast wyrzutów i rozdrapywania ran, zaczęła pojawiać się mała duma. Zaczęłam być dumna z siebie, że mimo wszystko próbuję. Szukam nowych rozwiązań a nie użalam się nad sobą.Tego było już aż nadto. I to był ten przełom. Nie chciałam już się karać i obwiniać a nagradzać za te małe kroczki do przodu. Z każdym malutkim sukcesem, a sukcesem może być już wstanie i wyjście do ludzi,czy szukanie pracy, zaczęłam siebie lubić a to już WIELKI krok naprzód. Poszukiwanie pasji i rozwijanie zainteresowań było kolejnym krokiem i balsamem na moją zwichrowaną duszę. Zachowanie zimnej krwi, gdy inni zawiedli lub zranili było kolejną potężną lekcją dla mnie i kształtowaniem charakteru, kóry jest i tak złożony.... (żeby nie powiedzieć tego utartego sloganu " Ty to masz Trudny Charakter) Bleee. Ile razy to w życiu słyszałam od rodziny Trudne to może być zadanie z matmy albo fizyka kwantowa.

I tak minęło kilka lat a ja mogę sobie w końcu powiedzieć to o czym czytałam te wszystkie mądre książki."Joanno Kocham Cię za to jaka jesteś. Za Twoją waleczność i szereg wad nad którymi możesz ciągle pracować. Za to że się podniosłaś i podnosiłaś za każdym razem kiedy kłody spadały Ci pod nogi" Jeśli próbujemy siebie ocenić to zróbmy to nie po tym jak upadamy ale jak się podnosimy. Bo życie na tej planecie w tym wcieleniu mamy jedno. Szkoda by było je zmarnować....

A skoro już o Miłości dzisiaj mowa to nikt inni nie zapewni nam jej prócz nas samych. Często szukamy jej na zewnątrz. Szukamu partnera który nas pokocha i wypełni emocjonalną lukę. Jednak to jest duży błąd. Jeśli my sami siebie nie pokochamy najpierw to jak ktoś inny ma to zrobić? Jak my mamy kogoś pokochać jak najpierw sami siebie nie potrafimy obdarzyć miłością? Wszystko wychodzi od nas. Dlatego Miłość Własna i Szacunek to pierwsze na co musimy się zdobyć. Bo kiedy ten ktoś odejdzie to co wtedy??? Będziemy nieszczęsliwi bo nie mamy miłości? Jesteśmi sami.No nie. Druga osoba ma być naszym partnerem, wartością dodaną do naszego życia. My mamy być kompletni zanim ktoś wkroczy do naszego życia..... Bo kiedy ta osoba odejdzie to my pomimo zranionego serca, smutku, dalej będziemy potrafili być szczęśliwi ze soba.

Ten urodzinowy weekend spędziłam  właśnie sama ze sobą. Plan A i B nie wypalił do czego przywykłam w tym roku więc sama dla siebie byłam towarzystwem. Bardzo dobrym towarzystwem dlatego dziura w niebie się nie stała bo Joanna została sama. Nowa sukienka była, prezent też, świeczka i życzenie pomyślane więc cała urodzinowa tradycja podtrzymana. ;-)

A wideo wyszlo przypadkiem,  pojechałam na polanę gdzie już kiedyś kręciłam filmik Bye Bye Summer pokontemplować z naturą. Przyroda to takie świetne naturalne doładowanie. Słoneczko, kocyk książka i stado komarów umiliło mi czas a że statyw zabrałam ze sobą to mamy efekt w postaci wideo i zdjęć. Chciałam żeby nie tylko oddało Miłość Własną ale i moją miłość do natury i naszej planety. Mam nadzięję, że się to udało....

Ja jestem jak zawsze z siebie dumna,..... I TY też bądź ;-)







Królewna na Zamku Czocha. Plus  VIDEO & Bajka

Królewna na Zamku Czocha. Plus VIDEO & Bajka

Najpiękniejsze polskie zamki - Zamek Czocha

Zamek Czocha był naszym pierwszym zamkiem na trasie zwiedzaniem Dolnego Śląska. Zajechałyśmy ok. 18 zobaczyć jak zamek wygląda nie mając jeszcze noclegu. Weszłyśmy za główną bramę, resztka turystów jeszcze kończyła zwiedzanie a ja delektowałam się obcowaniem z pięknym zabytkiem. Wiedziałam, że muszę mieć zdjęcia na słynnym najbardziej fotogenicznym mostku tylko jak to zrobić żeby ominąć turystów? Niestety zamek otwierają dopiero koło 9 rano i wcześniej się nie dostanę na teren chyba że……… jestem gościem hotelowym. Sprawdzałam na bookingu czy są wolne  miejsca noclegowe i nie było, ale co szkodzi zapytać. Poszłam więc  z lichą nadzieją co prawda ale miła pani na recepcji powiedziała, że mają wolny pokój. Co prawda nie na zamku ale w oficynie na wieży. A wszystko mi jedno myślę, mam dostęp do zamku i będę tu całą noc. Udało się. Wjechałyśmy autem za bramę i odetchnęłyśmy, że mamy gdzie spać i to w jakim miejscu.  Zamek dysponuje kilkoma komnatami tematycznymi i zwykłymi pokojami, które uwaga…zajęte są przez kolonie. Normalnie dzieci sobie śpią na zamku bawiąc się w Harrego Pottera.. Trochę urok tego miejsca w moich oczach został zachwiany. W końcu czar takich miejsc istnieje przez ich trudno dostępność. Ale biznes jest biznes i zarabiać trzeba… A komnaty zarezerwowane są na miesiąc do przodu.

Poszłyśmy zobaczyć nasz skromny pokoik, w końcu Kopciuszek też od razu na zamku się nie znalazł, a Śnieżka zaliczyła noc w lesie i kwaterę z krasnalami. Od czegoś trzeba zacząć. Pogoda była super i słońce przebijało się przez chmury. Trochę zmęczona  postanowiłam nie marnować czasu, szybki make up, sukienka, perły na szyję i ruszam zdobywać  zamkowy mostek…. Spędziłyśmy trochę czasu szukając kadrów i próbując coś fotograficznego wyrzeźbić. Ci którzy byli na zamku i goście hotelu, głównie dzieci, wzięli mnie za Białą Damę. Słyszałam z oddali jak mówili „ patrz Biała Dama..” Wiadomo, każdy zamek swoją Białą Damę musi mieć i mi się też najwyraźniej fucha trafiła. Przypadkowo.

HISTORIA ZAMKU CZOCHA

Historia takich miejsc zawsze jest długa i zawiła w zależności od okresu historycznego, wszelakich wojen i zmieniających się właścicieli, dlatego nie będę się wdawać w chronologiczne szczegóły, bo już czytanie o tym wprowadziło moją głowę w historyczny mętlik i napływ informacji. Dlatego skupię się na ostatnich właścicielach. Jednak zanim o nich to symboliczny początek czyli kiedy zamek powstał. I to również jest nie do końca pewne bo datuje się powstanie w różnych źródłach na lata 1241-1243.  Wzniesiony został jako twierdza obronna  na skalnym cyplu zwanym Cisową Górą nad brzegiem Kwisy. Zamek zmieniał swoją formę a za rządów Friedricha Augusta prawię doszczętnie spłonął w 1793 roku. Przeskoczmy jednak o jeden wiek do przodu kiedy zamek dzierżyli ostatni właściciele Czocha czyli Ernest Gutschow z rodziną. Co ciekawe,  jeśli chodzi o Ernesta to jest dużo ciekawostek. Rodzina Gutschow to zwykli ludzie, w znaczeniu lud a nie jakieś koronowane głowy czy potomkowie arystokratycznych rodów jakich kojarzymy z zamkami.  Pradziadek Ernest był piekarzem. Sam Ernest wychował się w rodzinie handlowców – jego ojciec na przykład założył pierwszy niemiecki dom handlowy  w Chinach. Rodzina po krachu wyemigrowała do Anglii a potem do Stanów gdzie osiadli w Kalifornii. Sam Ernst działał jako agent ubezpieczeniowy. Ożenił się z Josie Michalitschke. Razem z bratem Josephem założyli firmę działającą w branży tytoniowej – produkcja, import, sprzedaż tureckich papierosów, kubańskich cygar i kawy. Firma się świetnie rozwijała i przynosiła pokaźne dochody.  W 1904 roku zawitał do Europy  i został dyrektorem w kolejnej spółce. Tak więc pieniędzy mu nie brakowało. Czemu zakupił zamek Czocha niewiadomo ale zrobił tam swoją rezydencję i główną siedzibę. Oczywiście zanim tam zamieszkał, zaczął przebudowywać zamek. Koszt wyniósł 4 miliony marek a pracę zakończyły się w 1914 roku. Co do wnętrz i wyposażenia trwało to trochę dłużej. Jednak spacerując po zamku widać zamiłowanie Ernsta do średniowiecza gdyż taki właśnie charakter przyjął zamek. Wiele jest tajemnic z nimzwiązanych. Na przykład czemu zlecił budowę tajemniczych przejść i skrytek. Wyposażenie zamku było bardzo bogate obejmujące sztukę, wystrój, meble,  antyki, księgozbiory. Biblioteka to było oczko w głowie właściciela i obejmowało 30 tysięcy pozycji. Ponoć kolejna tajemnica i sensacja zarazem to posiadanie przez Ernsta klejnotów carskiej rodziny Romanowów. Nie wiadomo czy tak było ale biorąc pod uwagę fakt, że po rewolucji październikowej w 1917 roku uciekający Rosjanie zatrzymywali się w zamku Czocha otrzymując tu schronienie ( ale nie za darmo jak wiadomo) mogli więc płacić różnymi kosztownościami. W końcu Ernst miał w swojej kolekcji bogatą kolekcję rosyjskich dzieł sztuki.

Ernst wraz z rodziną, a miał trzy córki i syna mieszkali tu do 1945 roku. W styczniu uciekli do Niemiec i zatrzymali się w Dreźnie a potem udali się do Bad Wildungen. Ernst zmarł na nowotwór w 1946 roku a jego żona 6 lat później w Monachium.

Co ciekawe zamek nie został zniszczony przez Sowietów. Istna sensacja! Jak wiadomo sowiecka swołocz niszczyła wszystko, grabiła i paliła jak leci. Nad Czocha chyba coś czuwało bo zamek jak i jego wnętrza przetrwały. Wiadomo, że przy inwentaryzacji co bardziej lepkie rączki wyprowadziły z zamku co się dało, na przykład skarbiec i pewnie wiele innych rzeczy o których się nie dowiemy. Zamek w 1952 roku przejęło Ludowe Wojsko Polskie i zrobiło sobie tutaj Wojskowy Dom Wypoczynkowy. Pamiętajmy to była komunistyczna Polska służąca wiadomo komu. Dopiero pod koniec XX wieku zamek został otwarty dla turystów. Czyli po sowieckiej okupacji naszego kraju.

ZWIEDZANIE ZAMKU

Żeby móc zobaczyć komnaty, trzeba zapisać się na konkretną godzinę zwiedzania z przewodnikiem. Wtedy przez ok. 1h zostaniemy oprowadzeni po komnatach i dowiemy się o jego historii znacznie więcej niż Wam to napisałam więc warto. Komnaty tematyczne są niedostępne ( niestety) jeśli są goście. Natomiast piękną komnatę Ernsta z wielkim łożem i baldachimem zobaczymy. Można ją wynająć i robią to głównie pary albo na noc poślubną albo na rocznicę (koszt to 1.000 zł) jednak nie może to kolidować ze zwiedzaniem i do 9 rano trzeba ją opuścić. Na pewną wielką atrakcja jest przechodzenie przez tajemne korytarze. Są przypuszczenia że były one zrobione dla masonerii aby mogła niepostrzeżenie wchodzić do zamku. Znaki masońskie są również widoczne w niektórych zdobieniach w komnatach.

LEGENDY ZAMKU CZOCHA

Tak, są tu pewne legendy, dlatego mnie wzięto za Białą Damę zamiast za królewnę.

Niewierna Urlika

Jeden z właścicieli zamku Joachim von Nostitz pojął za żonę piękną Ulrikę. Młoda para  bardzo się kochała. Kiedy wybuchła wojna Joachim musiał opuścić swoją ukochaną. Gdy powrócił na zamek stęskniony do swojej żony wielkie było jego zdziwienie, gdy się okazało że  Ulrika spodziewa się dziecka, którego on ojcem w żaden sposób nie może być. Przygotował więc okrutną karę, w końcu musiał pokazać i dać przykład, szczególnie tym którzy widzieli i plotkowali o tym jak np. służba. Gdy Ulrika powiła dziecko, kazał nowo narodzone niemowlę żywcem zamurować w kominku, a swoją wiarołomną żonę wepchnął do studni na zamkowym dziedzińcu. Czasem ponoć słychać kwilenie dochodzące z kominka, to duch zamordowanego niewinnego niemowlęcia... i słychać też czasem lament jego matki, dochodzący z dna studni. Nic nie słyszałam, ale odbyłam wieczorną rozmową z panią z recepcji która wcześniej była tu przewodnikiem i ponoć zamek przepełniony jest duchami. Czasem coś spada, czasem zmienia miejsce, ponoć w kuchni też jest sporo duszków. Jakaś kobieta medium która zwiedzała zamek nie weszła do jednej z komnat bo była przepełniona dziwną energią. No cóż może tak jest, w końcu cały świat to jedna wielka energia, kto tam wie. Jak kiedyś zanocuje na zamku to sprawdzę.

Biała Dama Zamku Czocha

Białą damą zamku jest Gertruda, która w czasie wojen husyckich za kilka złotych monet wydała zamek obcym. Kiedy został on odbity Gertrudę ścięto. Według legendy nie chcieli jej nawet w piekle, dlatego też jej duch błąka się w zaświatach, a regularnie raz w roku (w dniu w którym dokonała zdrady) odwiedza zamek i rozrzuca złote monety.

Nie wnikam w prawdziwość legend, których jest za pewne więcej. Ja nie rozrzucałam złotych monet ani nie słyszałam niczego oprócz dzieci ganiających w czarnych pelerynach udających Harrego Pottera.

Cieszę się, że jeden z piękniejszych zamków jest już odhaczony na mojej liście. Mam nadzieję, że kiedyś tu wrócę zanocować w komnatach zamkowych a może i nawet w tej najpiękniejszej z wielkim łożem z baldachimem. Póki co czekam na księcia albo chociaż dzielnego rycerza, który mnie tam zabierze.

 VIDEO PLUS BAJKA, - CZYLI MAŁY TWÓRCZY BONUS; FILM NA KOŃCU POSTA....

Pewnego dnia we współczesnym świecie Zagubiona Królewna trafiła na Zamek Czocha. Nigdy wcześniej tu nie była. Przysiadła na kamiennym murku patrząc jak ostatnie promienie słońca przebijały się pośród konarów drzew. Rozmyślała czy kiedykolwiek odnajdzie ją jakiś królewicz bądź dzielny rycerz. Jednak to nie była zwykła królewna co tylko czeka. To byla ciekawa świata wojowniczka, która nie da zamknąć się w komnacie na wieży. Postanowiła więc wejśc do zamku, jednak zanim to zrobiła trochę pobiegała po niezwykłym mostku. Gołe stopy wprawiały w ruch jej białą suknię a sznur pereł zdobił jej szyje. Biało szary kocur bacznie obserwował jej kroki i wylegiwał się na zamkowym dziedzińcu zastanawiając się zapewne co ta niewiasta tu wyrabia. Kiedy Zagubiona Królewna w końcu weszła do środka, zobaczyła piękne komnaty. Poznała również historię zamku. Czy tu zostanie? A może wyruszy dalej poznawać nowe miejsca i tajemnicze zamki? Czy któś niezwykły stanie na jej drodze? To może poznamy już w innej historii...

Najpiękniejsze Zamki w Polsce - Zamek Czocha



Najpiękniejsze Zamki w Polsce - Zamek Czocha

Najpiękniejsze Zamki w Polsce - Zamek Czocha

 



.

Najpiękniejsze Zamki w Polsce - Zamek Czocha

Najpiękniejsze Zamki w Polsce



Zwiedzamy Zamek Czocha


Komnata na Zamku Czocha



Zamek Czocha


Zamek Czocha - pomysł na weekend




Zamek Czocha - perła Dolnego Śląska




O Vintage sukience od babci i lodach.....

O Vintage sukience od babci i lodach.....

Sukienka Vintage

 

To jest bardzo wyjątkowa sukienka. Nie dlatego że niewiadomo ile kosztowała, albo jest jakiejś znanej marki. Tą sukienkę dostałam od babci wiele lat temu. Ciężko mi określić  jakie jest jej pochodzenie ale przypuszczam, że babcia ponad dwadzieścia lat temu wyszukała ją w lumpeksie i to w miasteczku w którym mieszkała czyli w Bornem Sulinowie. Na blogu są aż trzy wpisy poświęcone temu miejscu.

 Babcia razem ze swoimi koleżankami często zaglądała do lumpeksów i potrafiła tam znaleźć niezłe stylówki. Zdecydowanie szło jej lepiej niż mnie. Podejrzewam, że ta sukienka była kupiona z myślą o mnie bo jej rozmiar 34 odbiega znacznie od rozmiaru mojej babci w tamtym czasie. Sukienka nie ma żadnej metki producenta czy metki ze składem. Tylko wszyty rozmiar. Materiał jest przewiewny, pewnie wiskoza, z pięknym printem w lody. Oprócz tego śliczne nitkowane przeszycia, czerwone guziczki i kieszenie.

Zdjęcia musiały być zrobione z lodami. Przyznaję, że to było moje trzecie podejście do zdjęć w tej kiecuni. Kto się nie poddaje ten ma, więc mogę powiedzieć, że to sukienka wybrała sobie najwyraźniej miejsce gdzie chce być sfotografowana. Uwielbiam ją nosić, szczególnie w upały.

Rynek w Szczecinku posłużył mi tym razem za tło. Tutaj  w cukierni kupiłam dwie gałki lodów i zaraz przystąpiłyśmy do fotek. Sesje z mamą są błyskawiczne. A teraz było ultra szybko z racji gorąca i topniejących lodów, które spływały mi po ręku. Zaczęłam paradować po rynku w te i nazad zatapiając dziób w cytrynowym sorbecie. Naszczęscie nie było zbyt wieulu ludzi w tym miejscu, więc nie musiałam się irytować, że ktoś mi wchodzi w kadr.. Przyznaję, że zbytnio się nie najadłam i był to głównie rekwizyt a nie deser.

Muszę jeszcze dodać, że moja miłość do lodów jest bardzo duża. Ulubiony deser. Za granicą, w lato, jeden z głównych posiłków w trakcie dnia. Na szczęście z wiekiem czas na wybór smaków został zmniejszony i już tak długo się nie zastanawiam, które mam wybrać. No chyba że trafie do lodziarni, która oferuje co najmniej trzydzieści do wyboru.

Rzadko się zdarza aby na ubraniu znajdowały się rzeczy, które bardzo lubię. Tak więc same plusy i piękne wspomnienie po najukochańszej kobiecie w moim życiu - mojej babci....

  Sukienka Vintage, blogerka modowa, blog podóżniczy






Sukienka vintage, blogerka modowa i podróżnicza








Rusałka w jedwabnej sukni -- o idealnej sukience na wesele....

Rusałka w jedwabnej sukni -- o idealnej sukience na wesele....

SUKIENKA NA WESELE, JEDWABNA SUKIENKA, SUKIENKA LOVLISILK

 Jest godzina 5:40 nad ranem kiedy wyjmuję przemęczone stopy ze szpilek po całonocnej zabawie. Delikatnie stawiam je na zroszonej, wypielęgnowanej trawie do gry w polo. Cóż to była za ulga. Czuję kojący chłód i niewymowną radość. Mgła delikatnie otuliła kort i uniosła się tuż nad ziemię.

W jednej chwili wychodzę ze wszystkich swoich ról: świadkowej, siostry, córki, cioci, chrześnicy, kuzynki, koleżanki, znajomej, gościa. W końcu mogę być sobą. Czuję wolność. Biegam boso niczym Rusałka otulona w jedwabną suknię, która zaczyna tańczyć i wirować razem ze mną.

Kiedy wszyscy rozjechali się do domów lub poszli do hotelowych  pokoi, ja szczęśliwa bawię się przez te krótkich kilka chwil sama. Moją zabawę obserwuje jeden ptaszek, pewnie dziwiąc się co ta wariatka tu robi o tej porze, kiedy ja chce zjeść  śniadanie i podziobać trochę tą piękną trawkę.

Mogłabym tak biegać na bosaka  bez końca, mimo że zmęczenie dawało powoli znać o sobie. Jeszcze nigdy nie robiłam zdjęć o tej porze w tak pięknym miejscu a to zasługa mojej mamy. To ona zauważyła jak się pięknie zrobiło nad ranem i że można spróbować zrobić kilka ujęć. Jestem jej za to wdzięczna.

JAKI BYŁ ŚLUB I WESELE?

Piękne, niewymuszone, naturalne, spontaniczne… Takie  słowa przychodzą mi do głowy. Kościół był pełen, mnóstwo gości przyjechało świętować razem z nami. Jako organizatorzy trochę inaczej na to patrzymy bo różne obowiązki na nas spadają i dopilnować wielu rzeczy trzeba, ale cieszę się bo widziałam radość i szczęście u pary młodej i wdzięczność  gości, że mogli z nami być…

Ponoć jako świadkowa sprawiłam się rewelacyjnie i przyszłe świadkowe zaczepiały  mnie prosząc o rady jak być taką jak ja… HAHA  bardzo to miłe.

O kreacje też były pytania więc zdradzę, że to jedwabne cudo to polska marka LovliSilk i nigdy nie czułam się tak cudownie w sukience „okazjonalnej” jak w tej. Dobrałyśmy się idealnie. Oddała w pełni moją osobowość i styl co mam nadzieję widać na zdjęciach….

Na tym zakończę bo prywatność jest dla mnie ważna, szczególnie jeśli dotyczy to rodzinnych osób nie upapranych w social mediach ;-)

Buziaki,

JO

SUKIENKA NA WESELE, JEDWABNA SUKIENKA, SUKIENKA LOVLISILK


SUKIENKA NA WESELE, JEDWABNA SUKIENKA, SUKIENKA LOVLISILK

SUKIENKA NA WESELE, JEDWABNA SUKIENKA, SUKIENKA LOVLISILK

SUKIENKA NA WESELE, JEDWABNA SUKIENKA, SUKIENKA LOVLISILK


SUKIENKA NA WESELE, JEDWABNA SUKIENKA, SUKIENKA LOVLISILK

SUKIENKA NA WESELE, JEDWABNA SUKIENKA, SUKIENKA LOVLISILK

SUKIENKA NA WESELE, JEDWABNA SUKIENKA, SUKIENKA LOVLISILK


Paryski  Szyk  czy  Wiejski Wdzięk ? O koszyczku i sukience midi.

Paryski Szyk czy Wiejski Wdzięk ? O koszyczku i sukience midi.

 

PARISIANFASHION, MIDIDRESS, PARISIANCHIQUE, FASHIONBLOGER

Odkąd  wiosna zawitała na dobre, otaczam się naturą i wdycham powietrze ciesząc się, że nie muszę już zakładać żadnych masek. W ten weekend udało się uchwycić kilka kadrów z wykorzystaniem dużego kosza który wywlokłam od mamy z domu. Od jakiegoś czasu panują pewne trendy w fotografii na instagramie a zdjęcia z małymi koszyczkami z pokrywką świeca triumfy kwalifikując dane zdjęcie jako Parisian Chique czyli Paryski szyk. Ów koszyczek często nazywany jest Jane Birkin bo ów Pani, znana brytyjska aktorka, chadzała z takimi koszami w latach sześćdziesiątych.  No a  jak koszyczek zabierzemy sobie w iście sielskie miejsce a nie na ulice Paryża bądź innego miasta, które ma taki Paryż udawać to możemy wcisnąć się w kategorię Cottagecore czyli w stylistykę wiejską. 

No ja takiego małego koszyczka nie mam i wydawać na niego ok 200 zł nie mam ochoty kiedy to na bazarku można sobie o wiele większy koszyk capnąć  za 3/4 tej ceny.  Cóż za paradoks tak na mariginesie. Niezły biznes na akurat obecnym trendzie gdzie wykonanie nie odbiega od innych tańszych odpowiedników.

Kończąc już dygresje o koszyku, ja iście zadowolona z mojego za free wystroiłam się w lnianą midi sukienkę, w kolorach bardzo trendy czyli biel i beż. Długość midi bo przecież nie zapominajmy o kolejnym  tredzie Vintage/retro. Tu też trzeba się jakoś wepchnąć i jesteśmy już Full Cool na czasie w przeszłym czasie. Sceneria pragnę nadmienić to też nie byle co bo wypisz wymaluj Vintage historia się tu kryje w tych ruinach i opuszczonych chatach.

Na koniec mogę być z Siebie dumna, bo spełniłam chyba warunki wszystkich wymaganych obecnie trendów w wybranej stylistyce, które notabene baardzo mi odpowiadają a muszę dodać że mój indywidualinzm na wybitnie wysokim poziomie nie pozwala mi zbytnio naginać się i podążać za trendami jak reszta mas. Nie żebym tu zadzierała nosa ale taka moja  osobowość po prostu. Zawsze po swojemu na swoich warunkach.

No i najważniejsza informacja na koniec tego wpisu iście niemodowego bo przecież co tu o szmatkach można ciekawego pisać. Ubrania się ogląda i nosi, nie? Ok Puenta, bo znowu odbiegam...Cudowny kwiat żółtej róży jest sztuczny. No chyba nie myślicie, że zerwałabym dla fotek takie żywe cudo. 

Buziaki

Jo

P,S zdjęcia pod moim przewodnictwem i koncepcją wykonała wspaniała i niezawoda fotografka czyli MAMA.

pariasian vibe, parisian fashion, cottagecore fashion, cottagecoremood, vintagegirl, parisianchique, pariasian vibes









O DRODZE DO KOBIECOŚCI, PEWNOŚCI SIEBIE I (SZTUCZNYM) PIĘKNIE. PLUS NIESPODZIANKA

O DRODZE DO KOBIECOŚCI, PEWNOŚCI SIEBIE I (SZTUCZNYM) PIĘKNIE. PLUS NIESPODZIANKA

Zdjęcia: MONIKA KACZMARCZYK

 

"The beauty in a woman is not in the clothes she wears, the figure that she carries, or the way she combs her hair. The beauty of a woman is seen in her eyes, because that is the doorway to her heart; the place where love resides. True beauty in a woman is reflected in her soul."

                                                                                                                                       Audrey Hepburn


KILKA SŁÓW NA POCZĄTEK…..

Dawno, dawno temu, kiedy byłam małą  dziewczynką chciałam zostać piękną królewną. Namiętnie oglądałam bajki Disneya i odgrywałam różne role marząc, że kiedyś będę taka jak moje ukochane   bajkowe księżniczki. Później, kiedy byłam nastolatką przyszła pora na seriale z pięknymi aktorkami. Chciałam być tak piękne jak one. No cóż, będąc na granicy pomiędzy światem jeszcze dziecka a stopniowym dojrzewaniem do łatwego okresu nie należały. Szczególnie jak było się otoczoną przez nad wyraz  „rozwinięte”  i wredne koleżanki a sama wyglądałam wtedy niczym „brzydkie kaczątko”. Tą bajkę przyszło mi odgrywać w życiu przez pewien czas.  Nigdy nie mogłam zrozumieć jak można dokuczać  innym dzieciom z powodu wyglądu. Miałam w klasie koleżankę o dość potężnej posturze. Dokuczano jej. Była druga z „patologicznej” rodziny. Dokuczano jej. Nigdy nie mogłam tego zrozumieć. Ja byłam chudziutka i daleko mi było jeszcze do kobiecych kształtów. Jednak ja wcale na to nie czekałam.  Cieszyłam się, że jestem dzieckiem. Byłam jedyną w klasie, która w wieku 12-13 lat nie nosiła biustonosza i co? Nie był mi do niczego potrzebny. Uważałam, że tak kobiecy i seksowny „ubiór” mi nie pasuje. Ledwo lalki odstawiłam. Nie byłam na to emocjonalnie gotowa i moje ciało o tym wiedziało. Nie rozumiałam kogo obchodzi co ja noszę pod bluzką. Czy mi dokuczano? Nie, przynajmniej nie bezpośrednio. Coś tam gadały o mnie  do siebie, ale ja miałam to w głębokim poważaniu. Najlepszą strategią było ignorowanie takich osób i traktowanie ich jak powietrze. Dla mnie one nie istniały. A najgorsze co można zrobić to pokazać swoją słabość  i że ich gadanie w ogóle ma jakieś znaczenie.  Moja Duma zawsze miała się wyjątkowo dobrze. Nie mylić z zarozumiałością. Szkoda, że wprost proporcjonalnie do rozwoju ciała nie szła razem dojrzałość życiowa u tych osób. W tym akurat to wyprzedziłam wszystkich w milach. Czekałam tylko jak skończę ósmą klasę i zamknę na zawsze za sobą drzwi. Zakończenie roku to był wtedy najszczęśliwszy długo wyczekiwany dzień w moim życiu. Nigdy więcej nie spotkałam się z „moją klasą”. Choć wiem, że co niektóre szybko zostały mamusiami sporo przed 18 rokiem życia.





POSZUKIWANIE KOBIECOŚCI I SWOJEGO STYLU

Liceum to  powoli stawanie się młodziutką kobietą. Pierwsze jasne pasemka na włosach. Pierwszy biustonosz, tusz do rzęs i profesjonalny make up na studniówkę. No i pierwsze szpilki.  Kiedy poszłam na studia powoli  zaczęło się  kobiece  przebudzenie.  Mama nauczyła mnie makijażu, dalej eksperymentowałam z włosami.  W końcu w wieku dwudziestu lat zdecydowałam, że pójdę w stronę ciemniejszego odcienia i tak zostało do dziś.

W wieku dwudziestu dwóch lat dostałam od babci książkę na święta Bożego Narodzenia, która na zawsze ukierunkowała wiele moich późniejszych zainteresowań i patrzenie na kobiece piękno. Książka nosiła tytuł „Oczarowanie” i była to biografia Audrey Hepburn napisana przez Donalda Spoto. Audrey, która nawet w naszych czasach zdominowanych przez sztuczne  biusty, napompowane usta i wiele innych „ sztucznych” dodatków, dalej dla wielu kobiet jest inspiracją oraz  ikoną stylu i klasy. Audrey, która była szczuplutka, z malutkim biustem a mimo wszystko uznawaną była i jest nadal  za bardzo kobiecą i zmysłową.  Od tej książki zaczęła się moja podróż w przeszłość. Odkrywałam amerykańską klasykę filmową patrząc na piękne kostiumy i wyjątkowe kobiety. Zaczęłam interesować się modą. Szukałam w sklepach midi spódnic, i cygaretek z wysoką talią. Powoli zaczął się  kształtować mój styl. Fundamentem jest klasyka i kobiecość z romantyczną nutą.

 




 KOMPLEKSY? A KTO TO WYMYŚLIŁ?

Pewnie się zastanowicie czy kiedykolwiek chciałam sobie coś poprawić. Tak, przeszło mi kilka razy przez głowę, żeby może choć trochę powiększyć sobie biust skoro jest mały.  Byłam wtedy młodziutka i na szczęście ten pomysł wyparował mi dość szybko. Kiedy pomyślałam. że mam się z własnej, nie przymuszonej woli położyć pod nóż i wetknąć sobie dwie silikonowe piłki w ciało od razu mi ten pomysł wyparował. Bo niby czemu mam to robić? Bo ktoś sobie wymyślił, że dany obwód klatki piersiowej czy bioder będzie definiował czy jestem piękna, kobieca i seksowna??? O nie!!!  Nauczyłam się akceptować siebie taką jaką jestem z moim małym biustem, celulitem i rozstępami. Każda z nas je  ma i nie ma co patrzeć na wyretuszowane Panie na okładkach. A gdyby mój partner mi powiedział, żebym powiększyła sobie biust  lub cokolwiek „poprawiła” to będę bardziej mu się podobać to bym otworzyła mu drzwi i kazała przez nie przejść i nie wracać więcej, dodając żeby powiększył pojemność swojego mózgu bo wieją tam przeciągi.  Ja kocham Siebie i swoje ciało takie jakie jest.

 





SZTUCZNE PIĘKNO. CZY WARTO JEST SIĘ ZMIENIAĆ?

To nie jest tak, że potępiam operacje plastyczne czy medycyne estetyczną.  Jeżeli ktoś ewidentnie ma jakiś problem, defekt i czuje się nieszczęśliwy bo urodził się taki a nie inny to oczywiście taka operacja jest nawet wskazana dla komfortu psychicznego. Jednak nigdy nie zrozumiem młodych dziewczyn, które wszystkie na jedną modłę nie mając nawet trzydziestki na karku tak ingeruą w swoje ciało i swoją twarz.  Nie wiem czy to media i te żenujące Kardashianki wylansowały modę na taką „sztuczniznę” , że teraz dziewczyny wygladają jak kserokopia zdjęta z tej samej taśmy produkcyjnej. I to widać. Sztuczne poprawki szczególnie na twarzy biją po oczach. Ja jak najdłużej chcę trzymać się z daleka od igły, a jeśli będę już coś kiedyś robić to tylko aby jak najdłużej wyglądać tak jak teraz a nie ingerować w zmianę swojej twarzy.  Przeszłam długą drogę samoakceptacji i pracy nad sobą a przede wszystkim nauczyłam się kochać Siebie za to jaka jestem a nie jak wyglądam i czy  pasuję akurat  współczesnym kanonom „piękna”. Czasem fryzura, makijaż i odpowiedni strój potrafi zdziałać cuda. Kopciuszek wie o tym najlepiej. Chanel mawiała, że nie ma brzydkich kobiet, tylko zaniedbane. Uważam, że  lepiej być nieidealnym a wyjątkowym, niż sztucznie pięknym jak cała masa innych rodem z fabryki. A jeśli nie znacie jeszcze Celeste Barber to polecam jej profil. Nawet na poprawę humoru.





O WYJĄTKOWEJ SESJI Z MONIKĄ  I PREZENT DLA WAS.

Kochane kobietki, nie ważne czy w swoich oczach jesteście dla Siebie za chude, czy za grube. Za niskie czy za wysokie. Macie małe, czy duże usta, pośladki, biusty, stopy, dłonie czy jaka tam część ciała Wam przyjdzie do głowy. Ważne abyście   nauczyły się akceptować  to co macie pięknego, wyjątkowego i niepowtarzalnego w sobie. Nie ma takiej drugiej  jak Wy przecież. I jeśli macie tylko ochotę to  też możecie poczuć się jak modelki i gwiazdy filmowe.  A jak nie napisałyście jeszcze listu do Świętego Mikołaja to mam dla Was super pomysł. Zdjęcia, które wybrałam do tego postu zrobiła mi cudowna Monika Kaczmarczyk Fotograf. To była moja pierwsza profesjonalna sesja zdjęciowa. A jak byłam nastolatką to wierzcie mi  uciakałam od fotek szybciej niż mój pudel. A tutaj pierwszy raz zaufałam komuś i nie musiałam się martwić czy dobrze wyjdę, czy to dobry profil, czy włos  nie odstaje, światło dobre i inne drobiazgi. Mogłam odetchną i zdać się na profesjonalistkę, która nigdy by mi krzywdy nie zrobiła. To było cudowne uczucie a efekt jak widać. Monice udało się wydobyć ze mnie tyle emocji. Serio, rzadko na fotkach śmieję się jak głupi do  sera i widać szczerą radość. I to chciałabym zaproponować Wam. Zamiast patrzeć i porównywać się z innymi kobietami na zdjęciach zróbcie sobie swoje. Własne. Profesjonalne. Dajcie się ponieść i pozwólcie fotografowi się poznać. Może będziecie tak zaskoczone jak Ja. Monika to cudowna i ciepła osoba, która kocha fotografować. Przekonajcie się sami  co potrafi na jej stronie a ode mnie macie drobny prezent. Na hasło JESTEMPIEKNA macie trzy dodatkowe ujęcia w gratisie jeśli wybierzecie się na sesję do Moniki. Oferta bezterminowa, aktualna cały czas. Mam nadzieję, że oprawicie je w ramki i codziennie powiecie do Siebie „Jestem piękna. Taka jak widać”

Zaczęłam cytatem z Audrey Hepburn to i skończę:

 “There is more to feminine charm than just measurements. I don’t need a bedroom to prove my womanliness. I can convey just as much femininity, picking apples off a tree or standing in the rain.”- Audrey Hepburn

Buziaki,

Wasza Jo







 


Copyright © 2016 Fashionable Trips , Blogger